Wyparcie

Od wczoraj przeszedłem przez kilka wstydliwych faz: od rozczarowania przez zaprzeczenie po złudną nadzieję, że może to jednak nieprawda, że Louis C.K. napastował seksualnie kobiety.

Ci, co czytają tego bloga od początku wiedzą, jak mocno sobie cenię jego twórczość. Jego stand-upy bywały wybitne, serial „Louie” to jedna z najlepszych rzeczy, jakie amerykańskiej telewizji przydarzyły się w ostatnich latach, a miniserial „Horace and Pete” to dla mnie najlepsza odcinkowa rzecz zeszłego roku.

Jednak przyjęcie do wiadomości, że C.K. to świnia, było dla mnie trudne nie dlatego, że to genialny twórca, którego być może już nigdy nie zobaczę, nie usłyszę ani nie przeczytam.

Najgorsze było to, że dałem się oszukać. Wydawało mi się, że Louis w swojej autobiograficznej twórczości dopuścił mnie do swojego życia na tyle blisko, że wiem o nim wszystko. Uwierzyłem w ekranową kreację poczciwiny tak mocno, że przez moment uznawałem jego wersję za bardziej wiarygodną od wersji jego ofiar.

Teraz Louie minimalizuje straty, wypuszczając naprawdę dobrze napisane oświadczenie. Komik przyznał się do wszystkiego, włącznie z wykorzystywaniem swojej władzy do robienia okropnych rzeczy, a następnie wizerunku do zacierania śladów. Pobieżna lektura komentarzy na Facebooku każe sądzić, że udało mu się. Lud mu wybaczył, bo „przeprosił z klasą”, no i przecież „każdy może popełnić błąd”.

Niewiele osób zauważyło, że Louis sprytnie ominął jeden bardzo istotny aspekt tej sprawy: że przynajmniej od roku kłamał, nazywając świadectwa swoich ofiar „plotkami, które go nie obchodzą”. Przez wiele miesięcy facet robił ze swoich ofiar wariatki, wykorzystując sprytnie zbudowany wizerunek. I przyznał się tylko dlatego, że został postawiony pod ścianą. Tylko dlatego, że znalazł się w sytuacji, w której zaprzeczanie nie miało już żadnego sensu.

A to przecież w tym tkwi problem. Wszystkim Louisom i Spaceyom tego świata wierzymy, bo chcemy im wierzyć. Wystarczy być odpowiednio charyzmatycznym, inteligentnym lub zabawnym typkiem, żeby otoczenie chciało przymykać oczy.

I w tym wszystkim ofiary krzywdzone są podwójnie: najpierw przez sprawcę, a później przez opinię publiczną, która nie traktuje ich poważnie.

Dodaj komentarz