Jak George Lucas spieprzył Moc

Nie, to nie jest tekst o midichlorianach. Choć, oczywiście, mógłby być. 

Lucas trylogią prequeli zepsuł bardzo wiele, ale najbardziej chyba jednak spieprzył Moc.

Bo jaka jest definicja Mocy? Według Biblioteki Ossus Moc to „mistyczne pole energii, które przenika czas, przestrzeń i wszystkie wytwarzające ją żywe istoty, i które spaja całą Galaktykę”.

No dobra, ale czym TAK NAPRAWDĘ jest Moc w „Nowej nadziei”?

W „Nowej Nadziei” Moc to superzajebiste czary, które dają Luke’owi możliwość wyrwania się z jakiegoś wypizdowa. Jurny nastolatek bez perspektyw, mieszkający z nudnym wujostwem może, dzięki Mocy (i kilku szturmowcom, hehe), wyruszyć na poszukiwanie przygód, bitew i romansu! Isn’t that fuckin’ cool!?

„Gwiezdne wojny, epizod V: Imperium kontratakuje”, reż. Irvin Kershner

Tak naprawdę głębiej poznajemy Moc dopiero w „Imperium”. Znanego dziś mistycyzmu nadaje jej Yoda podczas szkolenia na Dagobah. Ale wciąż: Moc jest czymś, co możesz poznać w kilka tygodni intensywnego szkolenia na odludziu. Każdy z nas może być Jedi – mówią klasyczne „Gwiezdne Wojny”. Wystarczą samozaparcie, wiara w siebie, samokontrola. Musisz umieć wyzbyć się agresji, nienawiści, zazdrości. Fantastyczny koncept!

Fantastyczny koncept, który w prequelach został sprowadzony do CHODZENIA DO SZKOŁY.

Co musisz zrobić, żeby 30 lat przed zniszczeniem Gwiazdy Śmierci zostać Jedi? Twoi starzy bardzo wcześnie muszą ZAPISAĆ CIĘ DO SZKOŁY, a następnie musisz CHODZIĆ DO NIEJ PRZEZ KILKANAŚCIE LAT.

Nośny i pasjonujący pomysł, który motywował nastolatków z całego świata, w trylogii prequeli sprowadza się do tego, że przychodzi pan Yoda i robi Ci klasówkę z pszyry xD

„Gwiezdne wojny, epizod II: Atak klonów”, reż. George Lucas

Dlatego tak bawią mnie narzekania na to, że Rey jest potężna, chociaż nawet nie przeszła pełnego szkolenia. Oh, come on! Przecież pomysł z Akademią Jedi jest pułapką narracyjną dla wszystkich scenarzystów, którzy chcieliby opowiedzieć w filmach jakieś inne historie z tego świata.

Nasz bohater – czy to Luke, czy Rey, czy ktokolwiek inny – musi umieć nauczyć się podstaw Mocy w ciągu jednego, maksymalnie dwóch aktów filmu. „Gwiezdne wojny” mają być ekscytującą ucieczką do codziennego życia, a nie tworzyć jakieś koncepty typu „szkoła trwająca kilkanaście lat”.

PS: Za okładkę tego posta posłużył fragment ilustracji Jeffreya Browna.

PPS: Tak, wiem, że pomysł z Akademią Jedi wywodzi się z EU, a nie z filmów, ale filmy powinny się bronić samodzielnie. A skostniały wizerunek greenscreenowej Akademii w trylogii prequeli to wina Lucasa.

PPPS: Tak, wiem, że najnowsza trylogia kontynuuje pomysł z Akademią Jedi, ale to nie przypadek, że pokazuje ją dopiero, jak już płonie xD

Dodaj komentarz