Czy w porno potrzebna jest fabuła, czyli o “Polish Porno Graphics”

Projekt “Polish Porno Graphics” to niema i czarno-biała antologia polskiego komiksu pornograficznego. W siedemdziesięciokilkustronicowym tomiku dostajemy pięć krótkich historii i kilka galerii, w których, hehe, dzieje się. Ale czy dobrze się dzieje?

Moja pierwsza myśl po przeczytaniu “Polish Porno Graphics”? “O rany, jakie to jest nudne i konserwatywne”. Zarówno wizualnie, jak i scenariuszowo.

Z pięciu historii wszystkie rozgrywają się w najbardziej banalnych sceneriach: trzy to klimaty fantasy a dwie: science-fiction. I jest to tak generyczna fantastyka, jaką tylko można sobie wyobrazić. Tu trochę Raczkiewicza i Sapkowskiego, gdzie indziej nieco Polcha i Gigera. OK – ja wiem, że w tych klimatach ciężko wymyślić coś nowego, ale przecież komiks daje niemal nieograniczone możliwości kreowania niesamowitych scen, na które nie stać nawet wytwórni Brazzers. Wie o tym każdy, kto miał do czynienia z jakimkolwiek dobrym hentajcem sci-fi czy fantasy. Pod tym względem „Polish Porno Graphics” jawi mi się jako boleśnie niewykorzystany potencjał.

Fragment rysunku Dagmary Matuszak ze zbioru „Polish Porno Graphics”

A może same scenariusze nadrabiają koncepcyjny banał?

Nope, nie nadrabiają. Nowelki w “Polish Porno Graphics” to w większości przaśne historyjki z suchą (no pun intended) pointą. Na tym tle wyróżnia się jedynie praca Anny Heleny Szymborskiej, która – łącząc tusz z ołówkiem – przygotowała oniryczną scenę orgii w szorcie pt. „Hunt”. Cała reszta to męsko-damskie scenki stanowiące przegląd pozycji z działu “Miłość i seks” w miesięczniku Claudia.

No właśnie: jak na zbiorek, który przed premierą chwalił się bezpruderyjnością, “Polish Porno Graphics” jest zaskakująco grzeczne. OK – gimbaza może się czerwienić na widok tych wszystkich ciamkających organów, ale nie zmienia to faktu, że wszystkie historie prezentują układ K+M lub ewentualnie K-solo. Dla przykładu: jedynych homoseksualnych motywów doszukać się można w januszowych żarcikach w jednej z nowelek. W antologii nie znajdziemy nawet banalnych już dziś pejczy czy strap-onów! Nuda, panie.

Cenzuralny fragment rysunku Roberta Adlera ze zbioru „Polish Porno Graphics”

Nie znajdziemy tu też zbyt wielu tropów interpretacyjnych. Żaden ze scenariuszy nie wykracza poza hehe ruchanko. W 2017 roku jest to podejście archaiczne nawet w stosunku do klasyków pokroju Manary czy Serpieriego. Zresztą jeśli ktoś jest rzeczywiście zainteresowany komiksową golizną, niech raczej sięgnie po któryś z dostępnych na naszym rynku albumów wyżej wymienionych twórców: „Druunę”, „Zapach niewidzialnego” czy „Złotego osła”. To komiksy starsze o kilkadziesiąt lat, a dużo śmielsze. I wizualnie, i intelektualnie.

OK – zdaję sobie sprawę z tego, że w narodzie żywą jest szydera, że w porno to “hehe fabuła jest najważniejsza”. Sęk w tym, że tak: scenariusz (czy też może szerzej: kontekst) jest w porno istotny. Pornografia jest odpowiedzią na pewną potrzebę odbiorcy, czasem nawet nieuświadomioną. I nie jest to jakaś szczególnie rewolucyjna myśl, branża porno wie o tym od lat. Gdyby nie wiedziała, to nie ogrywałaby na różne sposoby tak memicznych formatów jak “Casting couch” czy “Fake taxi”.

Fragment komiksu Marcina Nowakowskiego, Marii Lengren i Piotra Franaszczuka ze zbioru „Polish Porno Graphics”

W „Polish Porno Graphics” nawet kreska jest konserwatywna. Wszystkie historie zostały narysowane realistycznie, więc dzień po przeczytaniu zleją się (no pun intended) czytelnikowi w jedno. Zresztą obronną ręką wyszła tu mniej więcej połowa autorów ilustracji. Fajne flow w łapie ma Marcin Nowakowski, z zadaniem dobrze poradziła sobie wspomniana Szymborska. Interesującą, “ezoteryczną” galerię przygotowała Dagmara Matuszak. A reszta?

Dyrektor artystyczny projektu, Nikodem Cabała, chyba nie poczuł się zbyt dobrze w pornograficznej stylistyce. Jego “Wake up!” na przemian nudzi statycznymi scenami seksu i śmieszy groteskowo powykrzywianymi twarzami bohaterów. Jeszcze słabiej prezentują się nudna nowelka “Juice” Tomasza Piorunowskiego i mackowate ilustracje Agnieszki Bobrowskiej, które nie miałyby szans na przebicie nawet na 4chanie w sekcji /d/.

A udział znanego i lubianego Roberta Adlera dowodzi jedynie lenistwa twórców antologii. Autor “48 stron” i “Lust Boat” podrzucił do zbiorku swoje stare ilustracje, od lat krążące po internecie. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby prace Adlera stanowiły jedynie niezobowiązujący bonus. Ale “Polish Porno Graphics” promowało się jego rysunkami, można więc było odnieść wrażenie, że zobaczymy coś nowego. Niefajny ruch ze strony wydawnictwa.

Fragment komiksu Anny Heleny Szymborskiej ze zbioru „Polish Porno Graphics”

“Polish Porno Graphics” to album niemy, z dwujęzycznym spisem treści i ceną w euro na tylnej stronie okładki. Autorzy antologii nie kryją się więc z tym, że chętnie wypchnęliby komiks na zachód. Odnoszę jednak wrażenie, że tak zachowawcze i beznamiętne porno wielkiej szansy na przebicie za granicą nie ma (no pun intended).

Dodaj komentarz