20 najsłabszych filmów, jakie widziałem w 2017

Rok się kończy, nadszedł więc czas podsumowań. 

Z początku chciałem wybrać 10 najlepszych i 10 najgorszych filmów, ale zorientowałem się, że z prawie 100 tegorocznych premier, które obejrzałem, tak naprawdę ominąłem większość tych powszechnie uznawanych za złe.

Nie widziałem „Botoksu”, „Assassin’s Creeda”, „Valeriana”, „Mrocznej wieży”, „Mumii” ani ostatniego „Resident Evila”. Miałem zobaczyć „Rings”, bo niedawno wrzucili na HBO GO, ale za każdym razem, kiedy już się za niego zabierałem, finalnie wybierałem spacer lub masturbację. Trochę żałuję, że ominęły mnie „PolandJa”, „Zerwany kłos” i „Szatan kazał tańczyć”, bo ponoć bywają niezamierzenie zabawne.

Nie czuję się więc wystarczająco kompetentny, by sporządzić swój spis kasztanów AD 2017, dlatego luźno napiszę o 20 słabych rzeczach, które wyszły w ciągu ostatnich 12 miesięcy i które akurat widziałem.

Kolejność z grubsza przypadkowa.

Olwen Catherine Kelly w „Autopsji Jane Doe”, reż. André Øvredal
  • „Autopsji Jane Doe” nie mogę wybaczyć, że z tak interesującego, tajemniczego początku rozwinęła się w horrorowego średniaka z jumpscare’ami co minutę.
  • „Na układy nie ma rady” oglądane w kinie to interesujące doświadczenie. Nieczęsto się zdarza oglądać na wielkim ekranie film w zasadzie półamatorski.
  • Na „Lidze Sprawiedliwości” bawiłem się całkiem dobrze, bo to jeden z tych filmów, który doskonale nadają się do komentowania w odpowiednim towarzystwie.
Justyna Wasilewska w „Sztuce kochania. Historii Michaliny Wisłockiej”, reż. Maria Sadowska
  • Nie mam pojęcia, czemu większość krytyków chwaliła „Sztukę kochania. Historię Michaliny Wisłockiej” – to przaśny potworek, który nie sprawdza się ani jako biopic, ani jako dramat, ani komedia, ani nawet jako film o seksie. A dodatkowo jest tu scena usprawiedliwiająca gwałt. Polskie kino miało się w tym roku zbyt dobrze, żeby zwracać uwagę na taki szajs.
  • „Kłamstwo”, czyli film o procesie pomiędzy historyczką i denialistą, to siermiężne kino, które marnuje świetną historię i wyposaża ją w naiwniutki finał. Naiwniutki zwłaszcza w 2017.
  • „Ciemniejsza strona Greya” jest jeszcze gorsza od poprzedniej części, bo dużo mniej zabawna.
Charlie Hunnam w „Królu Arturze: Legendzie miecza”, reż. Guy Ritchie
  • „Król Artur” to rozwodniony Ritchie. Brzydki, nudny, nieangażujący. Rzadko mi się zdarza przysypiać w kinie, ale kiedy okazało się, że zamiast porządnego finału dostajemy walkę z bossem z jakiejś gry na Playstation, to powieki same mi leciały.
  • Nie rozumiem zachwytów nad „Ukrytymi działaniami” – to przesłodzony produkcyjniak, który zasługiwał co najwyżej na nominacje aktorskie.
  • „Pokot” to ślicznie nakręcony, ale niemożebnie głupi film. Taki odpowiednik „Ciała obcego” Zanussiego, tylko po drugiej stronie ideologicznej barykady. Posrało ich na tym Berlinale.
Zofia Wichłacz i Mateusz Kościukiewicz w „Amoku”, reż. Kasia Adamik
  • „Amok” jest jeszcze gorszy – pretensjonalny scenariusz, męcząca realizacja i Kościukiewicz, który będzie moim faworytem do statuetki dla pierwszoplanowej roli męskiej podczas przyszłorocznej gali Węże.
  • Nowy „Ghost in the Shell” jest nudny i łopatologiczny, choć bywa ładny (nie, nie jestem jakimś szczególnym fanem animca, choć doceniam).
  • „Brightowi” mógłbym wybaczyć wiele – nawet te wszystkie nudne sceny akcji – ale nie leniwy worldbuilding.
„Life”, reż. Daniel Espinosa
  • „Life” ma fajny finał, ale resztę filmu psuje masakrycznie nudny potwór. Naprawdę artyści koncepcyjni nie wymyślili niczego lepszego od prześwitującej płaszczki? O.o
  • „Zwariować ze szczęścia” marnuje fantastycznie napisane bohaterki w kiepskim scenariuszu.
  • „Piękną i Bestię” warto zobaczyć tylko dla fantastycznego Luke’a Evansa w roli Gastona. Reszta się posypała, bo Condon nieudolnie kombinuje z perfekcyjną strukturą pierwszej disneyowskiej wersji.
„Spielberg”, reż. Susan Lacy
  • Dokument HBO „Spielberg” interesujący jest jedynie wtedy, kiedy skupia się na młodości reżysera. Potem coraz bardziej zbliża się do makingofowego przeciętniaka, który chronologicznie, acz wybiórczo odhacza kolejne filmy.
  • „Carrie Pilby” niewątpliwie wygrywa w kategorii „najbardziej wkurwiająca postać kobieca 2017”: pretensjonalna inteligentka, która przez pół filmu pogardliwie szpanuje przed znajomymi przeczytanymi książkami. Po przemianie nie jest dużo lepiej.
  • O „Twojego Vincenta” kiedyś już bóldupiłem o tutaj.
Jakub Gierszał w „Najlepszym”, reż. Łukasz Palkowski
  • „Najlepszy” – delikatnie mówiąc – nie był najlepszy. Łopatologiczny, kiczowaty i leniwy – te wszystkie okna PCV w PRL-owskim Głogowie strasznie wybijały mnie z filmu. Szkoda, bo Palkowski bywa przyzwoitym reżyserem (bardzo lubię „Bogów”).
  • Nowy Allen to – no cóż – nowy Allen.

To by było na tyle. Trochę ponarzekałem, co nie zmienia faktu, że to był świetny rok dla kina. Wybór tych paru najlepszych pozycji będzie bardzo trudny.

Dodaj komentarz