Najlepsze filmy 2017 roku – część I (miejsca od 20. do 11.)

To był dobry rok dla kina. Naprawdę dobry. I ułożenie tej listy było naprawdę trudne.

W 2017 obejrzałem łącznie 95 filmów, które miały premierę w polskich kinach lub na polskich serwisach VOD.

W przypadku premier kinowych biorę pod uwagę tylko te produkcje, które miały premierę ogólnopolską – nie wliczam więc pokazów festiwalowych czy przedpremierowych. Z kolei w przypadku premier VOD liczą się jedynie filmy, które nie miały wcześniej ogólnopolskiej premiery kinowej (np. „Spielberg” na HBO GO czy „Bright” na Netfliksie).

Niestety ominęło mnie kilka produkcji, które potencjalnie mogłyby się tu znaleźć. Nie widziałem „Lady M.”, „Cmentarza wspaniałości” czy „Ptaki śpiewają w Kigali”.

Warner Bros. Polska, dystrybutor „Lego Batman: Film”, bardzo się postarał, żebym w ogóle nie obejrzał tego filmu. Do dziś nie udało mi się znaleźć w sieci legalnej wersji z polskimi napisami. W kinach opcja bez polskiego dubbingu miała ograniczoną dystrybucję, a dziś film jest nie do wypożyczenia na żadnym rodzimym serwisie VOD.

Wydaje mi się jednak, że wszystkie najważniejsze pozycje z zeszłego roku udało mi się zobaczyć. Nie przedłużajmy więc – oto moja lista 20 najlepszych filmów 2017 roku, miejsca od 20. do 11.!

20. Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

Alba Rohrwacher w „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”
Reżyseria: Paolo Genovese
Scenariusz: Paolo Genovese, Filippo Bologna, Paolo Costella, Paola Mammini, Rolando Ravello
Gdzie se można obejrzeć: VoD.pl

Kiedy przeczytałem premise filmu wystraszyłem się, że to pewnie jakieś kinowe jojczenie na wpływ nowych technologii na relacje międzyludzkie. Ale podczas seansu okazało się, że to bardzo sprawnie napisane, bezpretensjonalne kino środka z błyskotliwym pomysłem, który wykorzystano w stu procentach.

Grupka znajomych spotyka się na kolacji i umawiają się, że przez cały wieczór wszystko, co wydarzy się w ich telefonach komórkowych, będzie publiczne. Wszystkie rozmowy będą przeprowadzane przy włączonym głośniku, a wszystkie SMS-y trzeba będzie czytać na głos. I jeżeli myślicie, że film będzie eksplorował jedynie najłatwiejszy temat, czyli zdradę – bardzo, bardzo się mylicie. Brudu za paznokciami jest tu dużo więcej, niż może się wydawać na początku.

Przy okazji film Genovesego to jakiś absolutny studyjny ewenement – od premiery minął już rok, a „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” wciąż jest grany w kinach m.in. w Warszawie i Poznaniu.

19. Toni Erdmann

Sandra Hüller i Peter Simonischek w „Tonim Erdmannie”
Reżyseria i scenariusz: Maren Ade
Gdzie se można obejrzeć: HBO GO, VoD.pl, Cineman

Zwiastuny zapowiadały łatwe, feelgoodowe kino o zwariowanyn tatuńciu, który uczy usztywnioną korpo-córkę, że praca to nie wszystko i że czasem można odrobinę, hehe, poszaleć. Chwała Bogu, że film omija te schematy!

W „Tonim Erdmannie” heheluzik i humorek nie tylko nie rozwiązują osobistych problemów, ale wręcz mogą być ich konsekwencją. Sztywny tryb życia nie musi oznaczać drętwej osobowości, a ostentacyjna pogoda ducha może być toksyczna dla otoczenia. Co ciekawe: zdecydowanie bardziej interesującą od ekscentrycznego ojca jest postać córki, którą Sandra Hüller zagrała tak, że moim zdaniem jest to jedna z najlepszych ról kobiecych minionego roku.

A dodatkowo w filmie jest scena pewnej imprezy. Bez wchodzenia w szczegóły powiem jedynie, że jest to jeden z dwóch najzabawniejszych kinowych momentów, jakie widziałem w zeszłym roku (drugi to piosenka o katolikach z „Trainspotting 2”).

18. To

Bill Skarsgård w „Tym” (jak to dziwnie brzmi, jak się „To” odmieni)
Reżyseria: Andres Muschietti
Scenariusz: Gary Dauberman, Chase Palmer, Cary Fukunaga (na podstawie książki Stephena Kinga)
Gdzie se można obejrzeć: premiera na DVD 17 stycznia, więc na VOD w tych okolicach albo później

Podczas gdy w „Stranger Things” mamy do czynienia z raczej idylliczno-nostalgiczną wizją lat 80., „To” Muschiettiego prezentuje nam wyjątkowo mroczną końcówkę reaganowskiej epoki. Dla głównych bohaterów filmu niebezpieczna jest szkoła, niebezpieczne są ulice i lasy, niebezpieczne są nawet rodzinne domy. A źródłem przerażenia jest nie tylko demon w kostiumie clowna. I to właśnie strach integruje bohaterów. To strach buduje ich przyjaźń, a przyjaźń pozwala poradzić sobie ze strachem.

„To” to moje największe zaskoczenie tego roku. Trailer zapowiadał typową horrorową pulpę mającą żerować na nostalgii i za latami 80., i za telewizyjną wersją sprzed kilkudziesięciu lat. Okazało się, że nowa adaptacja została zrobiona z  wyczuciem, sercem i bez patrzenia wstecz na ekranizację z Timem Currym.

A osoby odpowiedzialne za casting aktorów dziecięcych powinny dostać podwyżkę w sztabach złota. Tak fantastycznej grupki dziecięcych aktorów nie widzieliśmy w kinie od lat. Jeśli rudowłosa Sophia Lillis niczego nie spieprzy, to czeka ją kariera, sława i okładki w tabloidach.

17. Casting na JonBenét

Kandydatki do roli JonBenét w „Castingu na JonBenét”
Reżyseria i scenariusz: Kitty Green
Gdzie se można obejrzeć: Netflix

W 2017 Netflix dyskutował z konwencją true-crime documentary aż dwukrotnie. Raz ostro skomentował ją w świetnym serialu „American Vandal”, przechodząc od śmieszkowania w pierwszych odcinkach do poważnych pytań o etyczność tego typu produkcji pod koniec. A drugi raz przewrotnie odniósł się do niej w dokumencie „Casting na JonBenét”.

Film nawet nie próbuje rozwiązać zagadki stojącej za tajemniczą śmiercią 6-letniej „małej miss”. Nie rozmawia z żyjącymi członkami jej rodziny, z patologami, z miejscowym detektywem. Reżyserka nie używa chyba nawet jednego zdjęcia archiwalnego. Zamiast tego oddaje głos mieszkańcom miasteczka, w którym dokonano morderstwa. Pretekstem do rozmów jest tytułowy casting do spektaklu o tragicznych wydarzeniach z 1996 roku.

Okazuje się, że lokalna społeczność wciąż żyje tą sprawą, a pozostawione bez jakiegokolwiek komentarza historie zwykłych ludzi to mieszanina teorii spiskowych, plotek, przeczuć i stereotypów. Każdy staje się kryminologiem, każdy próbuje poradzić sobie z tą historią na swój sposób. I każdy inaczej oddaje swoje intuicje na teatralnej scenie. Znajome, małomiasteczkowe klimaty znajdą tu zarówno fani Coenów, jak i Davida Lyncha.

Kapitalny pomysł i jeszcze lepsza realizacja. Mocno trzymam kciuki za nominację do Oscara.

16. Nauczycielka

Peter Bebjak i Attila Mokoš w „Nauczycielce”
Reżyseria: Jan Hřebejk
Scenariusz: Petr Jarchovský
Gdzie se można obejrzeć: VoD.pl

Czechosłowacja, lata 80. Pani Drazdechová owinęła sobie otoczenie wokół palca. Jedni stoją za nią w kolejkach po mięso. Inni załatwiają jej ciasta i owoce z dostawą do domu. Jeszcze inni chętnie naprawią cieknący kran. A miejscowa fryzjerka za darmo zrobi fryzurę.

Chociaż nie, nie za darmo. Ceną są tu dobre oceny ich dzieci. Bo tak się składa, że Drazdechová to nauczycielka w jednej z bratysławskich szkół. I wysoko postawiona członkini partii komunistycznej.

„Nauczycielka” niby portretuje stan ducha obywateli zza żelaznej kurtyny, ale to dużo bardziej uniwersalna historia, niż by się mogło wydawać. Wszak lizusostwo, wykorzystywanie stanowiska i strach przed silniejszym to tematy, które doskonale zrozumie i młody pracownik XXI-wiecznej korporacji.

A ponadto: to po prostu szalenie sprawnie opowiedziany film! Zuzana Mauréry w tytułowej roli jest naprawdę wybitna. Drazdechová w jej interpretacji to demoniczna, a zarazem powściągliwa manipulatorka. I postać, która zna siłę języka. „Jesteśmy ludźmi. Musimy sobie pomagać” – mówi w jednej ze scen z najmilszym uśmiechem na twarzy.

15. Cicha noc

Dawid Ogrodnik i Maria Dębska w „Cichej nocy”
Reżyseria i scenariusz: Piotr Domalewski
Gdzie se można obejrzeć: jeszcze w kinach – zarówno w multipleksach, jak i w studyjniakach

Porównania do „Wesela” Smarzowskiego są bardzo nie fair, bo „Cicha noc” jest zwyczajnie mądrzejsza i dojrzalsza. Unika łatwego przerysowania, które pozwala polskiemu widzowi zdystansować się od tej bandy patologicznych najebusów. Unika ekranowej demagogii, dzięki której moglibyśmy spojrzeć na nich z góry. Reżyser „Cichej nocy” woli, żebyśmy zobaczyli w nich siebie.

Kiedy Smarzowski buduje postaci na groteskowej wulgarności, Domalewski woli opowiadać o prawdziwych ludziach. Alkoholikach, którzy każdego dnia prowadzą walkę sami ze sobą. Matkach, które jakimś nadludzkim wysiłkiem trzymają w ryzach całe domy. I o dzieciach, które przecież nie przestają kochać miejsca, z którego pochodzą. One tylko realnie oceniają sytuację: tak, parę kilometrów dalej można żyć nieco normalniej. Sentyment przegrywa z rzeczywistością.

Dom rodzinny nie jest tu alkoholowym piekłem, jak sugeruje nieszczęsny zwiastun. Nie jest też rajskim ogrodem. To miejsce wypełnione zarówno czułością, jak i napięciem. I problemami, które ten raz czy dwa razy do roku trzeba przegadać przy świątecznym stole.

14. Spider-Man: Homecoming

CGI-Tom Holland w „Spider-Man: Homecoming”
Reżyseria: Jon Watts
Scenariusz: Jon Watts, John Francis Daley, Jonathan Goldstein, Christopher Ford, Krzysztof Kieślowski, Chris McKenna, Erik Sommers
Gdzie se można obejrzeć: CHILI Cinema

Prawdopodobnie najlepszy kinowy film o Spider-Manie.

Największą atrakcją są tu te wszystkie nastoletnie wątki. Gdyby nie to, że John Hughes od dawna nie żyje, pomyślałbym, że to on maczał palce w scenariuszu. Co więcej: kiedy film pokazuje szkołę, mamy rzeczywiście wrażenie obcowania ze szkołą, a nie z grupą 25-latków przebranych za licealistów (jak u Raimiego czy Webba).

Wątki pierwszych miłostek czy relacji z dorosłymi są tu tak zabawne i naturalne, że całkowicie przyćmiewają wszystkie sceny akcji. W kinie złapałem się na tym, że za każdym razem, kiedy Peter zakładał kostium, chciałem, żeby jak najszybciej z niego wyskoczył i wrócił do podrywania koleżanki czy do układania Lego z ziomkiem.

W sumie nie jestem pewien, czy to bardziej dowód na wysoki poziom scen obyczajowo-komediowych, czy na niski poziom generycznych scen akcji. Z drugiej jednak strony: niełatwo wymyślić coś nowego w sferze wizualnej, kiedy pisze się już szósty film o Spider-Manie.

13. Uciekaj!

Lakeith Stanfield w „Uciekaj!”
Reżyseria i scenariusz: Jordan Peele
Gdzie se można obejrzeć: CHILI Cinema

Po pierwsze: miło obejrzeć naprawdę udany horror komediowy. Ten popularny kiedyś gatunek dziś związany jest głównie z czerstwymi produkcyjniakami, w których premise zawiera się w tytule („Zombeavers”, „Rekinado”). Perełki pokroju „Co robimy w ukryciu” czy „Nina Forever” to rzadkość.

Po drugie: świetnie jest zobaczyć horror, który ma na siebie oryginalny pomysł. Fabuła okręcona wokół prostej alegorii robi wrażenie tym bardziej, że to pierwszy samodzielnie napisany przez Peele’a scenariusz. I drugi w ogóle. To pojedynczy wyskok czy zapowiedź błyskotliwej kariery? Jemu i sobie życzę, żeby to drugie.

Po trzecie: och, jak dobrze jest śledzić poczynania głównego bohatera, który akurat NIE JEST idiotą. Który wpada na dobre pomysły i stara się unikać zagrożeń, zamiast co chwila w nie wpadać. To się niezbyt często zdarza w horrorach, prawda?

12. La La Land

Kadr ze sceny otwierającej „La La Land”
Reżyseria i scenariusz: Damien Chazelle
Gdzie se można obejrzeć: Cineman

Dopiero w trakcie pisania tego zestawienia zdałem sobie sprawę z tego, jak często w 2017 roku słuchałem soundtracku z „La La Land”. Ostatnio tak mocno zapętlałem piosenki z filmu w oderwaniu od filmu jakieś trzy lata temu („Muppety: Poza prawem” z 2014).

„City of stars”, „Another Day of Sun” czy „Someone in the Crowd” to musicalowa ekstraklasa. Będę do nich wracał pewnie równie często jak do „Summer Nights” czy „Be Our Guest”.

Oczywiście, że „La La Land” to hollywoodzki onanizm, przynajmniej w warstwie wizualnej. Ale eskapizm zapowiedziany w niesamowitym numerze otwierającym okazuje się być na tyle przewrotny, że napisy końcowe przesiedziałem z gulą w gardle. A dodatkowo uważam, że to Chazelle, a nie Villeneuve stworzył najpiękniejszy film 2017 roku. Jakie tu są kadry, kolory i ruch kamery, to ja nawet nie!

11. Beksińscy. Album wideofoniczny

Zofia Beksińska w kadrze z „Beksińskich. Albumu wideofonicznego”
Reżyseria i scenariusz: Marcin Borchardt (na podstawie książki Magdaleny Grzebałkowskiej)
Gdzie se można obejrzeć: W nielicznych kinach studyjnych

Dokument, który sprawdza się zarówno jako suplement do filmu Matuszyńskiego/książki Grzebałkowskiej, jak i jako osobne dzieło. Bo oprócz znanej już historii rodu Beksińskich dostajemy bardzo obszerny wgląd w pięć dekad rejestrowanych przez Zdzisława, Tomasza i Zofię.

Oglądamy więc te wszystkie meblościanki, dziecięce zabawki z lat 60., stare logo Pepsi i Tomasza, który zachwyca się świeżo obejrzanymi „Czarownicami z Eastwick”. Podglądamy dawno miniony styl życia z czasów, w których komputer w mieszkaniu był ekstrawagancją. Widzimy domową krzątaninę Zofii, umęczonej wyskokami tych dwóch wariatów, z którymi mieszkała. Słuchamy, jak pod koniec lat 50. młodziutcy Zdzisiek i Zosia zwierzają się PRL-owskiemu kaseciakowi, że bardzo boją się dziecka.

Ta dziwaczna obsesja Zdzisława do nagrywania nawet najprostszych codziennych czynności to gigantyczna i chyba unikatowa w skali świata praca, która wraz  z kolejnymi latami będzie coraz cenniejsza. „Beksińscy. Album wideofoniczny” to prawdziwy wehikuł czasu!

Ktoś mógłby zarzucić, że to przecież banał. Że od lat wiadomo było, że Zdzisław zostawił po sobie tony kaset, a film je jedynie porządkuje i skraca. Z drugiej jednak strony: materiału było tyle, że zmontować z tego niespełna półtoragodzinny film – i to tak wciągający – to coś, czego nie sposób nie docenić.

 

To koniec części pierwszej. Drugą część podsumowania znajdziecie pod tym linkiem.

Dodaj komentarz